Blog Detail

IRONICZNIE… PATRZENIE NA MINISIATKÓWKĘ JAK NA GRĘ DO WYGRYWANIA

12 Paź 16
bartek1976
No Comments

Prawda nr 1. Podejście instrumentalne „rodziców-kibiców”…

Pytanie rodzica: które miejsce? Wygrałaś? Wygrałeś? itp. … zabija całe piękno współdziałania i skutecznie rozwala zespół. Dlaczego? Chociażby dlatego, że dla „rodzica-kibica” nie ma znaczenia czy udało się zachować wartości, z których składa się drużyna. Koszty moralne i fair play … ale o co chodzi? Szybko sobie wytłumaczy „silni zwyciężają – słabi przegrywają”… W oczach ambitnego „rodzica-kibica” są zwycięzcy i pokonani, lepsi i gorsi. Przy czym zwycięstwo jest najważniejsze i jedyne słuszne, bo jedyne ma smak „samo w sobie”. Co więcej można się nim pochwalić. A co jeśli usłyszy „przegraliśmy”? To już trudniej zrozumieć, bo przecież zespołowość i walka bez wygranej nie ma znaczenia.

Wniosek nr 1. Dzieci nie rozumieją, nie myślą i nie wyciągają wniosków. To małe roboty do wygrywania zawodów. Trener powinien uczyć wygrywania za wszelką cenę. Potrzeba szkoleniowa właściwie nie istnieje, bo należy żeby zaspokoić potrzeby „rodzica-kibica” – tu i teraz!

Prawda nr 2. Zespół w minisiatkówce tworzy grupa dzieci o uzupełniających się umiejętnościach, mających wspólny cel, system wartości i podejście, za które wszyscy łącznie z trenerem czują się odpowiedzialni. A rodzic?

Jako rodzic nie powinieneś mieć nic do dodania… ale co tam niecierpliwość i żądza wygranej zobowiązuje… „Rodzicu-kibicu” zapamiętaj raz na całe życie: nie oceniaj zawodników, nie wzbudzaj poczucia winy, nie szukaj słabych stron i błędów. Nie ciesz się z błędów przeciwników – doceń trud i pomysł na grę po obu stronach siatki. Spróbuj zrozumieć, że wsparcie dla drużyny jest dużo ważniejsze niż jej krytyka. Zrozum, że siła drużyny to umiejętność współpracy. Zrozum również, że nawet jeśli Twoje dziecko wyróżnia się w zespole to zarówno sukces jak i porażkę dzieli się na wszystkich członków drużyny! Popatrz na trenera obiektywnie: prowadzi zespół, ma pomysł i strategię wieloletniego rozwoju, wypruwa z siebie przysłowiowe „flaki” żeby nauczyć i usprawnić dzieciaki. Nie liczy się „tu i teraz”, bo proces szkolenia w siatkówce jest wieloletni. Co więcej ma specjalistyczną wiedzę, której Ty niestety najczęściej nie posiadasz. Po prostu zaufaj mu i nie zachowuj się jak „prezes” klubu.

Wniosek nr 2. „Rodzicu-trenerze” weź sprawy w swoje ręce i zabierz się za misję tworzenia idealnego zespołu.

Prawda nr 3. Minisiatkówka to zabawa, która rozpoczyna przygodę z treningiem…

Tak więc po co jest mini siatkówka? Otóż po to, żeby budować fundamenty drużyny: systematyczność w treningach i motywację do zdobycia celu, sportową rywalizację (ale nie z członami swojego teamu!), wzajemną pomoc i rozumienie zasad fair play, zaufanie do umiejętności swoich i drużyny, umiejętność radzenia sobie z problemami i słabościami…

Wniosek nr 3. Nie prawda! Minisiatkówka jest po to, żeby miażdżyć słabych i pokazywać swoją siłę. Mile widziane jest wywyższanie i chwalenie się swoim dzieckiem… oczywiście najlepiej kosztem innych.

Ze sportowym pozdrowieniem AMPS Kołobrzeg